wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział 9

    Dziewczyna po cichu weszła do mieszkania i zostawiła buty w korytarzu. Stojąc pod prysznicem próbowała opanować głupie uczucie, które zajmowało jej ciało. "Cholerny świat", myślała, kiedy nie potrafiła wyrzucić z głowy nauczyciela. Przeklinała się, że zachowuje się niczym głupiutka nastolatka, którą przecież nie była. Może i zachowywała się głupio- upijając się co chwilę i paląc jak uzależniony czterdziestolatek, ale to były pozory. Ona nie była głupia i o tym wiedziała.
*
    Kolejny dzień nie zapowiadał się źle. W trakcie lekcji Angelika otrzymała wiadomość od brata, że odbierze ją ze szkoły. Mimo wszystko, dziewczyna ucieszyła się, choć była nieco zdziwiona coraz częstszymi odwiedzinami Nathaniela. Zaraz po lekcjach udała się na krótkie spotkanie z Paulem, zapewniając go, że czuje się dobrze, że tamten dzień był chwilą słabości i absolutnie nie rozmyśla o tym, co się wydarzyło w mieszkaniu Austina. Wychodząc, przytuliła Benneta i z delikatnym uśmiechem opuściła budynek szkoły, gdzie już czekał na nią starszy brat.
  - Dzień dobry, Nathan- przywitała się  i wsiadła do samochodu, po czym zmarszczyła brwi, gdy chłopak zaczął jechać w innym kierunku niż powinien.- Nie jedziemy do domu?
  - Pojedziemy do centrum. Zjeść coś i wiesz- wzrusza ramionami.- Może jakieś zakupy?- Angelika uniosła zdziwiona brwi, ale chętnie przytaknęła na pomysł Nathaniela.
    Angelika śmiała się głośno, gdy wyszła z ostatniego sklepu i z kolejną torbą z nowymi rzeczami.
  - Chodźmy już jeść- poprosiła, ciągnąc Nathana za rękę. Po kilku minutach siedziała z brunetem zaraz przy wielkich, szklanych szybach na ostatnim piętrze centrum handlowego i wpatrywała się w panoramę miasta i zachodzące słońce. Westchnęła i przymknęła oczy, czując praktycznie samo szczęście. Może to nie była wielka rzecz, ale spędzony czas z bratem, wolny od kłótni i płaczu, był czymś cudownym. Oboje zajadali się zamówionym wcześniej jedzeniem i nie przejmowali się zmartwieniami.
    Kiedy na dworze było już całkowicie ciemno, rodzeństwo powoli szło w stronę podziemnego parkingu, gdzie Nathan zostawił samochód.
  - Pójdziesz zapłacić za bilet?- powiedział brunet, podając Angelice drobne. Dziewczyna kiwnęła głową i wrzuciła torby z zakupami do bagażnika, zanim poszła w stronę automatu. W pewnej chwili ogarnął ją dziwny niepokój. Jak najszybciej wrzuciła drobne do maszyny i zaczęła iść w stronę samochodu, gdy usłyszała jęk brata. Spanikowania schowała się za filarem i zauważa jak Nathaniel pochyla się i pluje krwią na podłogę, a w okół niego stoi kilku mężczyzn z bronią. Angelika szybko zasłoniła dłonią swoje usta, próbując powstrzymać krzyk.
  - Gdzie są pieniądze za ostatni towar, co?- zapytał jeden z nich, zapewne przywódca grupy. Angelika ze łzami w oczach wpatrywała się w tę scenę i nie wiedziała, co ma zrobić. -Sam przećpałeś to co ci daliśmy, czy pieniądze, które dostałeś poszły na dziwki?- dodał, mocno uderzając Jonesa w brzuch. Brunetka z paniką wyciągnęła swój telefon i mocno przygryzła wargę, powstrzymując szloch.

Do: Paulie
Błagam zadzwoń na policję centrum handlowe blisko szkoły parking podziemny błagam

    Wysłała wiadomość i ponownie wyjrzała zza filaru. Tym razem jej oczy spotkały spojrzenie brata, który patrzył się na nią ze smutkiem. Dziewczyna widziała, że mamrotał ciche przeprosiny w jej stronę i zaraz otrzymał kilka kolejnych ciosów, przez które upadł na zimny beton. Angelika zaciskała wargi i cały czas nerwowo spoglądała na telefon oraz nasłuchiwała, czy w stronę parkingu nie zbliża się żaden pojazd.
  - Wiesz, że nie mamy wyboru- powiedział z udawanym smutkiem przywódca grupy, ciągnąc Nathaniela za włosy. Ponownie po parkingu rozszedł się głuchy jęk chłopaka, który ze łzami w oczach próbował wyjaśnić cokolwiek grupie mężczyzn.
  - Przysięgam.. dajcie mi j-jeszcze kilka.. kilka d-dni- wybełkotał, plując i krztusząc się krwią.- Dostaniesz w-wszystko, nawet więcej.. obiecuję- bełkotał, próbując się podnieść z ziemi.
  - Już miałeś niejedną szansę- odpowiedział i kolejne ciosy zostały wymierzone w młodego mężczyznę.
*
    Paul nerwowo krążył po salonie w swoim mieszkaniu, kłócąc się z kobietą, która odebrała telefon.
  - Proszę pani! Mam trzydzieści lat! Nie uważa pani, że jestem już za stary na takie zabawy?!- krzyknął i zacisnął dłonie w pięści, słuchając odpowiedzi.- Do jasnej cholery, nie może pani po prostu wysłać tam jednego zasranego radiowozu?! Nie obchodzi mnie, że nie zna pani przyczyny... kurwa mać! Moja dziewczyna jest właśnie gwałcona, pasuje?!- rozłączył się i najszybciej opuścił swoje mieszkanie i wsiadł do samochodu, po czym ruszył w stronę centrum handlowego.
*

    Ostatnia godzina dla Angeliki minęła dla Angeliki jak kilka sekund, a jednocześnie wlokła się niczym cały dzień. Nagle na parkingu zapanował chaos. Przyjechała policja, Paul, a po kilkunastu minutach pogotowie. Nim się zorientowała, jej brat został zabrany do szpitala, a ona głośno płakała w objęciach Benneta.
    - Shh, Angie..- mamrotał, mocno ją przytulając.- Już dobrze.. już jesteś bezpieczna, wszystko jest w porządku- mężczyzna gładził jej plecy.- Słoneczko, musisz się uspokoić, okej?- dziewczyna pokiwała głową i otarła mokre policzki.- Pojedziemy teraz do szpitala, musimy się dowiedzieć, co z twoim bratem- westchnął cicho i zaprowadził Angelikę do swojego samochodu.
  - Proszę pana, dziewczyna musi złożyć zeznania..- został zaczepiony przez funkcjonariusza.
  - Ona teraz nie jest w stanie słowa powiedzieć, zgłosi się na komendę, kiedy będzie mogła się odezwać- powiedział szybko, praktycznie ignorując starszego mężczyznę.- Lepiej weźcie nagranie z monitoringu i przy okazji zwolnijcie tutejszą ochronę- dodał, wsiadając za kierownicę.
    Angelika i Paul w ciszy siedzieli na plastikowych krzesłach, czekając na lekarza, który powie im cokolwiek o stanie w jakim był Nathaniel Jones. Psycholog obejmował dziewczynę i próbował zignorować nieprzyjemne przeczucie, że sprawy skomplikują się jeszcze bardziej.
  - Powinnam była zareagować..- nagle usłyszał Angelikę.
  - Co?- zapytał nieco zdezorientowany i spojrzał na brunetkę.
  - Stałam tam.. ukrywałam się za tym filarem- pociągnęła nosem.- I patrzyłam się jak go biją.. przez ponad godzinę..- dodała i ponownie zaczęła płakać.
  - Mała.. sama byś mu nie pomogła. Tylko byś sama oberwała- próbował ją pocieszyć i mocniej ją przytulił.
*
    Gdy wieczorem Paul samotnie siedział w swoim mieszkaniu i powoli pił whisky, miał wrażenie, że wszystko co się stało tego dnia było filmem, a wszystkie sceny obserwował z boku.
  Krzyk Angeliki. Wręcz czarne od siniaków martwe ciało Nathana. Głośny płacz dziewczyny i zamieszanie na korytarzu. Ponowna ingerencja policji, kiedy usilnie próbowali zmusić nastolatkę do złożenia zeznań.
  - Nie, nie może być martwy! On nie może.. on nie może nie żyć!- płakała i jak mała dziewczynka ciągnęła lekarza za jego fartuch, próbując zwrócić jego uwagę. Po kilkunastu minutach głośnej rozpaczy podano jej środek uspokajający i zatrzymano ją w szpitalu na noc, a Paulowi kazano wrócić do domu, kiedy tylko pojawiła się Jose Morgan.
*

    Kilka dni później odbył się pogrzeb brata Aneliki. Do tego czasu dziewczyna nie uczęszczała do szkoły, całe dni przesiadując w swoim pokoju. Raz została odwiedzona przez Paula, do którego praktycznie się nie odezwała. Dopiero pod koniec wizyty poprosiła bruneta, aby do czasu pogrzebu nie przychodził do niej, nie dzwonił ani nie pisał żadnych wiadomość. Bennet spełnił jej prośbę i w dniu pogrzebu ponownie zobaczył się z Angeliką. Kilka osób ze szkoły, szczególnie z klasy dziewczyny razem z nauczycielami pojawiło się na cmentarzu.
  Angelika nie chciała rozmawiać prawie z nikim. Wysłuchała krótkich kondolencji od Pattie oraz od nauczycielki sztuki. Na sam koniec podszedł do niej Jamie Austin.
  - Przykro mi, Angelika- wyszeptał, po czym przytulił brunetkę, która w tym momencie ponownie się rozkleiła.
  Po pogrzebie nie odbył się żaden obiad, żadna stypa. Nikt nie wspominał ukochanego dziadka, który przeżył spokojną starość, wszyscy rozeszli się do domu zastanawiając się, co złego zrobił dwudziestoletni mężczyzna, że został pobity na śmierć.
  Jedynie Angelika rozmyślała, dlaczego jej brat wplątał się w narkotyki, czy inne, może nawet gorsze rzeczy. Co takiego zrobił, ile pieniędzy był winien, że został zabity. I czy jej rodzina, a właściwie jej mama, prawna opiekunka i sama Angelika są bezpieczne. Czy teraz ona nie będzie prześladowana przez gang, czy jakkolwiek inaczej mogła to nazwać.
*

    Angelika nie pojawiła się w szkole do końca semestru. Jej prawna opiekunka uzgodniła to z Paulem Bennetem, który praktycznie oficjalnie pełnił funkcję jej psychologa. Oboje doszli do wniosku, że powinna odpocząć, ale jeśli będzie chciała wrócić do szkoły, sama wyrazi tę chęć. Angelika tylko dwa lub trzy razy w tygodniu opuszczała mieszkanie, aby spotkać się z Paulem i porozmawiać z nim o czymkolwiek tylko chciała. Czasami wspominała brata, a czasami nie mówiła w ogóle. Zdarzało się, że była uśmiechnięta, innego dnia ponownie płakała.
  Tymczasem inne sprawy szły swoim tempem. Nic nie było ważne, ani Jamie Austin, ani jego syn, szkoła, przyjaciele.. wszystko zeszło na drugi plan. W ciągu kilku tygodni Angelika odgrodziła się od świata i tego właśnie potrzebowała.

Witam po dość bardzo długiej przerwie! 
Nie wiem czy to, co napisałam powyżej ma jakikolwiek sens (mam nadzieję, że tak), 
więc proszę o wyrozumiałość, jakiś czas w ogóle nie pisałam żadnego fanfiction ;)

Mam nadzieję, że u was wszystko dobrze i że ktoś jeszcze tu zagląda. 
Ściskam was mocno! 
ps. rozdział ma nieco ponad trzy strony w wordzie, wiem, że to nie dużo, 
ale mogło w ogóle tego nie być! A jak na mnie, ponad trzy strony to całkiem sporo. 
Biorąc pod uwagę, że ostatni dodany rozdział miał około dwie strony.

niedziela, 28 grudnia 2014

Hello?

Jest tu ktoś?
Jeśli jest chociaż jedna osoba, niech napisze co sądzi o wielkim powrocie?
Poprzednie blogi w końcu usunęłam, ale ponownie przeczytałam tę historię i chyba chcę ją dokończyć.
Może tym razem mi się uda.

piątek, 1 marca 2013

Rozdział 8


   *muzyka*

Angelika nie zapomniała o całej sytuacji. Często budziła się w środku nocy przypominając sobie nie moment jak prawie została potrącona. Przypominała sobie jak silne ramiona Jamiego mocno ją trzymały żeby nie upadła. Szorstkie dłonie którymi jeździł po jej policzkach. Popękane i spierzchnięte usta które napierały na jej wargi. Te wspomnienia nie pozwalały Angelice spokojnie spać.
Na lekcjach zbyt często przyłapywała się na tym, jak wpatruje się w jego twarz i usta, albo z przesadnym skupieniem słucha jego akcentu.
     Zbliżał się koniec listopada, co w liceum w Dublinie oznaczało bal semestralny. Tego roku Angelika miała zamiar wybrać się na niego i miała zamiar wyglądać naprawdę dobrze, tak jak reszta dziewczyn kiedy dowiedziały się że jednym z opiekunów będzie pan Austin. Zauroczenie które przechodziła Angelika nie polegało na obsesji, jak to u niektórych uczennic to wyglądało. Po cichu marzyła sobie, że skończyła szkołę, a Jamiego poznała w zupełnie innych okolicznościach.
    Do balu została jedynie godzina. Angelika stała w mieszkaniu przed lustrem i próbując opanować drżenie całego ciała gładziła dłońmi materiał sukienki której miała na sobie. Tego dnia po raz pierwszy od dawna poczuła się piękna. Ciemne włosy zostawiła rozpuszczone, by kaskadami opadały na ramiona, czarna, długa do ziemi suknia leżała na niej idealnie. Na plecach widniało duże wycięcie sięgające niewiele wyżej ponad kość ogonową. Na nogi wsunęła czarne szpilki.
-Jesteś gotowa?- usłyszała głos Jose. Pokiwała głową nie przejmując się czy kobieta zauważy gest, czy nie. Szybko wstąpiła jeszcze do pokoju i wzięła podręczną kopertówkę w której miała schowane wszystkie potrzebne rzeczy.

    -Freddie, nie sądzisz że wyglądam zbyt poważnie?- Jamie Austin obrócił się w stronę syna który siedział na puszystym dywanie w salonie i bawił się nowym samochodzikiem. Chłopiec odłożył zabawkę i podszedł do ojca ruchem ręki żądając, żeby ten go wziął na ręce. Gdy tylko znalazł się w ramionach Jamiego jedną rączką zmierzwił włosy ojca.
-Tak lepiej- dopowiedział i dał szybkiego całusa w policzek.
-Dziękuję mój młody stylisto- mężczyzna zaśmiał się i odstawił Freddiego na podłogę.- Pamiętaj, żeby nie wstydzić się wujka Paula, bo jest bardzo miły i też bardzo cię lubi- chwilę później „wujek Paul” bawił się z Freddiem samochodzikami, a Jamie Austin opuszczał mieszkanie.

-Proszę o uwagę!- w głośnikach umieszonych na ścianach auli zadudnił słodziutki głos przewodniczącej szkoły- Leony Parker. Dziewczyna miała na sobie króciutką i obcisłą sukienkę, oraz (za)wysokie szpilki, a gdy chodziła i z podekscytowania lekko podskakiwała w miejscu wyglądała jak wystylizowana kaczka, przynajmniej w mniemaniu Angeliki.- Zaraz wylosujemy jednego ucznia oraz uczennicę, którzy przetańczą jedną piosenkę z naszymi wspaniałymi opiekunami dzisiejszego balu- z panią profesor Prudence Clark- Leona kontynuując wypowiedź wskazała na nauczycielkę matematyki- oraz z panem Jamiem Austinem! Brawo!- podekscytowany głos przewodniczącej został zastąpiony głośnymi oklaskami żeńskiej części zgromadzonych uczniów. Każda z obecnych dziewcząt miała nadzieję na jeden taniec z nauczycielem, natomiast nie wszyscy chłopcy pałali się do tańca z matematyczką która na bal semestralny założyła obcisłą garsonkę podkreślającą jej dość pulchne kształty.
-Przejdźmy do losowania! Najpierw dziewczęta!- Angelika słysząc napalony głos Parker- która sama chyba miała nadzieję na wylosowanie samej siebie- wywróciła oczami stojąc na uboczu sali. Musiała jednak przyznać, że sama była ciekawa kto zatańczy z Jamiem, i mimo cichego zauroczenia miała nadzieję że nie zostanie wylosowana.- Panie i panowie! Taniec z pan Austinem wygrała… Pattie Craven!- po sali rozeszły się sztuczne okrzyki i brawa. Wszystkie dziewczyny z zazdrością spoglądały na przyjaciółkę Angeliki, która była tak szczęśliwa że omal nie zaczęła krzyczeć.
-O mój Boże… Angie… nie wierzę!- główna zainteresowana podskoczyła w miejscu cicho piszcząc jak myszka.
-Faktycznie, fascynujące…- czarnowłosa odpowiedziała monotonnie przygładzając materiał małej czarnej. Przelotnie zerknęła na Jamiego który wydawał się być rozbawiony całą tą sytuacją jak i samym pomysłem na konkurs.
-Kolej na chłopców- w pomieszczeniu ponownie zapanowała cisza. Tym razem licealiści chcieli wiedzieć kto będzie miał pecha i przez następne kilka minut będzie przeżywał najgorsze przeżycie balu semestralnego. Padło na jednego z pierwszaków. Leona zawołała obie pary na środek sali. Koleżanka Angeliki z podekscytowaniem stanęła naprzeciwko nauczyciela, ten natomiast uśmiechnął się przyjaźnie sprawiając, że większość dziewcząt które z zazdrością patrzyły na Pattie jęknęły z oburzeniem.
*
Zaraz po zakończeniu balu Angelika wyszła ze szkoły udając się na parking gdzie miała czekać na nią Jose. Po kilkunastu minutach telefon nastolatki rozdzwonił się, a dzwoniła właśnie Jose. Z informacją, że samochód się zepsuł. Dziewczyna cicho jęknęła i już miała zamiar iść na przystanek autobusowy, gdy poczuła czyjąś rękę na ramieniu. Przestraszona obróciła się i zobaczyła Jamiego Austina.
-Czekasz na kogoś?- zapytał dziwiąc się, że uczennica jeszcze jest na terenie placówki. Sam widział kiedy Angelika jako jedna z pierwszych opuściła bal.
-Czekałam. Jose zepsuł się samochód i nie może po mnie przyjechać- szczerze mówiąc, Angelika nie zdziwiła się za bardzo kiedy Jamie zaproponował jej podwózkę. Zdążyła już „rozgryźć” nauczyciela by wiedzieć, że nikt nie jest mu obojętny.
-Dobrze się bawiłaś?- po chwili niezręcznej ciszy w samochodzie pierwszy odezwał się Jamie.
-Nie było źle- dziewczyna wzruszyła ramionami patrząc się przez okno, co było jej ulubionym zajęciem podczas jazdy jakimkolwiek środkiem transportu. Ciszę- która znowu zapanowała w samochodzie- przerywała gra radia. Dość stary już odbiornik trzeszczał, ale łatwo było rozpoznać dźwięki kultowego „With or without you”.
-Dziękuję- Angelika ponownie uśmiechnęła się, kiedy Austin zaparkował przed blokiem w którym mieszkała.- Mogłabym o coś jeszcze poprosić? –zapytała odpinając pas. Kiedy nauczyciel skinął głową kontynuowała- Pozdrowi pan Freddiego, dobrze?- Jamie powtórzył poprzedni gest, a z ust Angeliki popłynęło kolejne „dziękuję”. Ostatni raz uśmiechnęła się do mężczyzny zamykając za sobą drzwi.



Przepraszam. 
Nie mam czasu i siły żeby napisać coś sensownego, stąd krótki i niezbyt dobry rozdział. Pewnie obiecuję to po raz setny- ale kolejny będzie lepszy. 
Druga sprawa: możecie zadawać pytania bohaterom(wszystkich moich opowiadań)
 na asku <klik>
Paul i inni chętnie odpowiedzą na wszystkie pytania ;D
Przepraszam, że czasem nie komentuję rozdziałów, 
albo robię to z opóźnieniem. Jutro nadrabiam wszystkie zaległości :)
Jeszcze raz dziękuję tym osobom które czytają, za każde wejście, komentarz, cokolwiek... 
Nie mam wielu czytelników, ale nawet dwójka mnie cieszy.
Następny rozdział- 21 marca, tak na pierwszy dzień wiosny.
+Zapraszam na dwa pozostałe blogi :)
there-comes-you.blogspot.com- nowy rozdział
drink--my-soul.blogspot.com- informacja

wtorek, 19 lutego 2013

Rozdział 7


Jechał powoli co chwilę zerkając na Angelikę która wyciągała wsuwki z włosów rozplatając koszyczek zrobiony przez jej mamę. Przez piętnaście minut jazdy Jamie zauważył jak Angelika robiła się spokojniejsza, ale po chwili podbródek ponownie zaczynał jej drżeć a w oczach gromadziły się łzy które usilnie próbowała powstrzymać. Gdy byli już w mieszkaniu Jamiego Angelika zaczęła mówić.
-Zabrał mnie do niej… i ja widziałam ją, ale ona cierpi… cierpi tam, a ja nie mogę jej pomóc… Wcale jej nie znam…- spazmatyczny płacz przeszkadzał w wypowiedzeniu czegoś konkretnego. Jamie nie wiedząc zupełnie o co chodzi obejmował tylko ramieniem Angelikę i próbował ją uspokoić.
Łzy ciągle spływały po twarzy rozmazując tusz. Angelika niezdarnie przejechała dłonią po policzkach sprawiając, że na delikatnej skórze pozostały czarne smugi.
Była tak roztrzęsiona że nie zauważyła gdy nogi zaczęła jej drżeć a mężczyzna dalej tulący ją w ramionach usiadł z nią na kanapie.
-Angie, nie płacz- poprosił odgarniając zwilżone przez łzy pojedyncze kosmyki włosów.- Przepraszam.
-Nie... ty nie przepraszaj- płacz wstrząsnął jej ciałem i co chwilę gwałtownie łapała powietrze.
Mężczyzna nie mógł patrzeć na ból młodej dziewczyny. Kiedy ta chciała się odsunąć,  gwałtownie złapał ją za nadgarstki i ponownie przyciągnął do siebie.
-Uspokój się. Będzie dobrze… wiesz o tym- powiedział powoli. Angelika pokiwała głową, jednak Jamie wiedział że nic nie zrozumiała z jego słów.- Popatrz na mnie- delikatnie ale stanowczo ujął jej twarz w swoje dłonie i podniósł tak, aby mógł uzyskać z nią kontakt wzrokowy. Dziewczyna owszem głowę podniosła, ale za nic w świecie nie chciała spojrzeć w oczy Jamiego.- Popatrz mi w oczy, Angelika- para niebieskich tęczówek, które w wyniku płaczu zdawały się mieć krystaliczny kolor zwróciły się w stronę twarzy mężczyzny.
Jamie obserwował jak jedna samotna łza gromadzi się w kąciku oka żeby zaraz szybko spłynąć po policzku. Nim zdążyła skapnąć na ziemię Austin starł ją kciukiem.
Otrząsnął się gdy poczuł jak mocno, szybko i głośno bije serce i jak pali go skóra. Koniuszkiem języka przejechał po spierzchniętych wargach po czym szybko zamrugał powiekami tak jakby przebudził się z transu. Im dłużej wpatrywał się w twarz Angeliki tym bardziej nasilało się bicie serca, jeszcze mocniej i boleśniej parzyła go skóra a w ustach tak jakby ciągle zasychało.
-Coś się stało?- głos docierał jakby z daleka. W uszach dudniło mu bijące serce.  Powoli pokręcił głową jakby nadal zastanawiał się nad swoją odpowiedzią. Próbował nacieszyć umysł widokiem. Prawie czarne długie włosy ułożony w nieładzie, piękne  oczy... gdy jego wzrok dotarł do pełnych malinowych ust miał wrażenie że zachłysnął się powietrzem. Była piękna.
Nie zwracając uwagi na zdziwione spojrzenie Angeliki powoli zbliżył swoją twarz do jej,
a gdy poczuł jak dotyka swoimi wargami ust dziewczyny miał wrażenie że w jego sercu właśnie wybuchła bomba. Złożył krótki pocałunek na jej ustach, a gdy go zakończył nadal tkwił przy jej twarzy. Nim się zorientował ponownie zatonął w pocałunku z Angeliką.
W pocałunku głębszym, namiętniejszym i zdecydowanie śmielszym. W podświadomości zarejestrował moment kiedy Angelika położyła rękę na jego policzku i mocniej do niego przylgnęła. Nie dochodziło do jego niego że to co robi, jest niestosowne. Opanował się po niespełna kilku minutach, i zaraz znajdował się na drugim końcu kanapy odrzucając  wszystkie obrazy które przychodziły mu do głowy przypominając pocałunek.
-Dlaczego to zrobiłaś?- spytał nie patrząc się na Angelikę. Splecione palce swoich dłoni zaciskał coraz mocniej próbując opanować emocje które w nim siedziały. Kiedy dziewczyna mu nie odpowiedziała zapytał ponownie- dlaczego go odwzajemniłaś?- tym razem nastolatka odpowiedziała mu.
-Ponieważ potrzebuję miłości. A ty ją masz i dzielisz się nią z każdym- teraz to on milczał. Nie wiedział co ma zrobić. Wysłać ją do domu czy pozwolić jej tu zostać? Rozmawiać z nią dalej czy całkowicie zignorować?
-Nie mogę ci jej dać- odpowiedział zachrypniętym głosem. Zaraz potem usłyszał szloch dziewczyny.
-Czy naprawdę nie zasłużyłam na nic w moim życiu…? Na nic? Nawet na odrobinę szczęścia? Na miłość?
-Uspokój się Angelika… wiem, że jest ci ciężko- nie mogąc dalej siedzieć bezczynnie objął Angelikę, bo przecież „dla kobiety jedyne naprawdę wygodne miejsce do płaczu to pierś mężczyzny" jak uważał.
-Chcę tylko żeby ktoś mnie pokochał i był przy mnie…- to były ostatnie słowa która niebieskooka powiedziała tamtej nocy. Po jeszcze wielu wylanych łzach usnęła wtulona w pierś nauczyciela od francuskiego. Ten jej nie budząc, powoli wziął na ręce i położył w swojej sypialni. Sam wrócił do salonu i siedząc na kanapie wpatrywał się w zdjęcie oprawione w ramkę, które stało na szklanym stoliku do kawy. On, jego Su i Freddie. On też potrzebował miłości którą sam wszystkim dawał. Ale nikt mu jej nie oddał.
Z rozmyśleń wyrwał go cicha zagłuszona melodia. Słysząc nieznany sygnał domyślił się, że musi to być nic innego, a komórka Angeliki. Kiedy znalazł urządzenie należące do uczennicy, ktoś zapisany w kontaktach jako „Nathaniel” nadal próbował się dodzwonić. Przypominając sobie, że tak nazywał się jej brat nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył aparat do ucha.
-Słucham?
-Kto mówi? Gdzie Angelika?- w głosie Nathaniela słychać było wyraźną panikę.
-Jest u mnie.
-A „u mnie” znaczy u kogo?
-Jam…- przerwał i zaraz dodał- Paul Bennet.
-Paul? Ten Paul? Przyjaciel Angeliki, tak?
-Tak- kolejne kłamstwo wyszło z ust Austina.
-Jest u ciebie?
-Tak.
-Bogu dzięki… jest cała i zdrowa?
-Tak.
-Dzięki, przekaż jej że jak wróci nie będzie mnie już w mieszkaniu.
-Jasne.
-To… cześć- w telefonie rozległo się równomierne dźwięczenie oznajmiające koniec połączenia. Kiedy Jamie odłożył telefon Angeliki od razu sięgnął po swój i nie zwracają uwagi na godzinę zadzwonił do tego za którego się podał.
-Stary, jak powiesz że ketchup ci się skończył to cię zabiję…- usłyszał na przywitanie od Benneta.
-To coś poważniejszego niż ketchup, psychologiczna małpo.
-Papier toaletowy?
-Ogarnij łeb, Paul! Angelika Jones jest u mnie w mieszkaniu i śpi w mojej sypialni. Jakkolwiek to zabrzmiało, do niczego nie doszło. No prawie.
-Whoa! Wolniej kowboju! Taki przypływ informacji o… prawie pierwszej nad ranem źle na mnie wpływa. Jak to jest u ciebie? I jak to prawie do niczego nie doszło? Stary, ty jesteś jej nauczycielem…
-To ty zwolnij z zadawaniem pytań. Prawie ją potrąciłem, a raczej to ona wpakowała mi się pod koła. Prawie. Była strasznie roztrzęsiona, więc zabrałem ją do siebie. Później coś mnie opętało i ją pocałowałem a ona to odwzajemniła później mówiąc że potrzebuje miłości a ja ją daję wszystkim.
I jeszcze jedno, tylko mnie nie zabij… Zadzwonił do mnie jej brat i przedstawiłem się jako ty.
-Jamie, ja nie chcę nic mówić… ale czy wy oboje coś ćpaliście?
-Ogarnij się, to trochę poważna sprawa…
-Nie bardzo wszystko rozumiem.
-Paul, nie będę ci teraz wszystkiego dokładnie opowiadać! Najpierw prawie ją potrąciłem, później pocałowałem a na koniec przedstawiłem się jej bratu jako Paul Bennet! Dotarło?
-Dotarło. Mam do ciebie przyjechać i z nią porozmawiać?
-Teraz?
-A kiedy? Kiedy stwierdzi że jest w tobie szalenie zakochana?
-Ona śpi…
-To ją zbudź! Za kilka minut będzie!
-Jesteś chujowym psychologiem, Bennet. Do zobaczenia- rozłączył się i rzucił telefon n kanapę.

-Obudź się…- zaczął lekko trząść ciałem Angeliki a gdy ta otworzył oczy odsunął się od niej.
-Coś się stało?- dziewczyna spojrzała na Jamiego, a gdy obraz był nadal zamazany przetarła i oczy i zamrugała kilka razy.
-Trochę namieszaliśmy, wiesz o tym… Paul zaraz tu będzie, chce z tobą porozmawiać. Chcesz się czegoś napić?- zapytał zdając sobie sprawę że odkąd Angelika była u niego nic nie jadła ani nie piła.
-Jeśli masz jakiś sok to chętnie…- odparła niewyraźnie i zwlokła się z łóżka.
Kilka minut później siedziała przy małej wysepce kuchennej i wolno popijała sok pomarańczowy z szklanki. Nim zdążyła dopić sok do drzwi dzwonił już Paul Bennet. Jamie wstał z krzesła i podszedł do drzwi wpuszczając przyjaciela do środka.
-Daj kochanie ten sok bo się zachłyśniesz- niespodziewanie zabrał z rąk Angeliki szklankę i sam dopił końcówkę soku. Roześmiał się cicho gdy poczuł na sobie zaspany i zdziwiony wzrok siedemnastolatki.
-Czego ode mnie chcecie…- jęknęła opierając głowę o blat. Po cichu marzyła sobie że zaraz wróci do wygodnego łóżka należącego do Jamiego i pójdzie dalej spać.
-Kochanie… wiem że twój nauczyciel francuskiego ma wygodne łóżko, nawet nie wiem skąd go stać było na takie, ale wstawaj- Paul odsunął krzesło na którym siedziała, i próbował podnieść prawie już śpiącą dziewczynę.
-Paul nie wiem co ty bierzesz w nocy ale skończ z tym- we framudze drzwi stał Jamie i śmiał się z dwójki przebywającej w jego mieszkaniu. Usypiająca na stojąco Angelika i niepoważny Paul.
Był pewien, że jego uczennica nie poznała Benneta od tej strony.
-Jestem królem nocy, zrozum to- pełen powagi głos psychologa sprawił, że Jamie wybuchnął głośnym śmiechem.- Ale cicho, to moja druga tożsamość… Angelika obudź się- potrząsał jej ciałem tak długo aż nie wyglądała na porządnie obudzoną.
-Paul… dlaczego chcesz ze mną gadać w środku nocy?- wyjęczała wieszając się na szyi psychologa.
-Ponieważ moja droga… skomplikowało się dzisiaj, można by powiedzieć wczoraj- kilka spraw… Po pierwsze, ty i twój nieznośny nauczyciel…
-Wiem, pocałował mnie.
-A ty to odwzajemniłaś…
-Dajcie mi pieprzony spokój…- mruknęła zirytowana.- Wiem, to był błąd i to się nie powtórzy, a tak naprawdę to nic się nie stało, nikt nie będzie o tym pamiętać…
-Jest jeszcze coś. Zadzwonił do ciebie twój brat. Jamie odebrał i podał się za mnie. Kiedy się o to spyta powiesz że Paul Bennet to twój przyjaciel. Jamie wypierdalaj stąd… chcę z nią sam pogadać- psycholog nie odwracając się w stronę Austina zwrócił się do niego, po czym usiadł z Angeliką przy stole. Upewniając się jeszcze że są sami rozpoczął rozmowę.
-Omówmy kilka spraw. Po pierwsze, nikt nie może się dowiedzieć co się stało. Dosłownie nikt. Nawet najbliższa przyjaciółka…
-Nie mam przyjaciół- Angelika przerwała mu. Bennet wywrócił oczami i kontynuował zdanie.
-Znajomym, nikomu. Zachowaj to dla siebie. Po drugie, powiesz bratu że byłaś u mnie, to jest u swojego przyjaciela ze szkoły, podwórka… nieważne!- machnął ręką i dalej tłumaczył dziewczynie co, jak i dlaczego.- Jamie zrobił to co zrobił bo jest w trudnej sytuacji. Wszystko go przytłacza i chce odreagować. Zrozumiesz to, prawda?- Angelika pokiwała głową i lekko uśmiechnęła się do Paula.


Ym... to może po kolei:
1) Nie, rozdział mi się nie podoba. Brak opisów i spójnej całości. Przepraszam.
2) Nie dziwcie się postawą Paula, w najbliższych rozdziałach poznacie go bliżej
3) Przepraszam Madź :(
4) Jeszcze raz przepraszam za fatalny rozdział, następny będzie lepszy.
5) Skoro mowa o kolejnym rozdziale- zostanie opublikowany 1 Marca, razem z rodziałami na pozostałych blogach.
6)Skoro mowa o pozostałych blogach- zapraszam!

:)

EDIT 20.02: http://ask.fm/AskMyHero Możecie zadawać pytania bohaterom ;)

piątek, 18 stycznia 2013

Rozdział 6

Kolejne spotkanie z Paulem odbywało się w napiętej atmosferze, a Angelika ukrywała to co wiedziała i nie chciała nic z siebie wydusić.
-Widzę, że coś znowu się stało- dziewczyna wywróciła oczami dalej utrzymując maskę obojętności.- W domu masz kłopoty? W szkole? Ktoś ze znajomych...
-Paul nic się nie stało- przerwała psychologowi, który spojrzał na nią z wypisanym na twarzy "jeśli myślisz że uwierzę to się grubo mylisz".- Niech ci będzie... ale żeby później nie było na mnie, sam chciałeś.
-Nie marudź tylko gadaj- Angelika nie wiedziała jak ma zacząć mówić. Żeby nie urazić Paula, ale jednocześnie przekazać mu wszystko co chce.
-Okłamałeś mnie- Paul zmarszczył brwi nie wiedząc dokładnie o co chodzi dziewczynie.- Mówiłeś że nie wiesz kto jest ojcem Freddiego.
-Czemu ingerujesz w moje sprawy?- spytał ze spokojem dalej do końca nie wiedząc o co chodzi dziewczynie.
-Ingeruję?! Ja ingeruję?! To ty wpieprzyłeś się do moich problemów! Nie prosiłam cię o nic!- wykrzyczała wyładowując frustrację. Zaciskała pięści jak zawsze chcąc rozładować złość.
-Na naszych spotkaniach ani razu nie powiedziałaś co cię spotkało- cichy i opanowany głos Paula wcale nie uspokajał dziewczyny. Przez to złość Angeliki jeszcze bardziej wzrastała.- To ja pierwszy opowiedziałem ci o moim życiu omijając tylko kilka mniej ważnych szczegółów. Po co ci było wiedzieć kto jest ojcem Freddiego?
-Bo Jamie jest twoim przyjacielem. I to wielka różnica jak powiesz że wiesz kto jest ojcem, a jak powiesz że nie wiesz. Przez przypadek dowiedziałam się o Freddiem. Jak zawsze przyszłam do szpitala do dzieci, on tam był i zaczęłam z nim rozmawiać. Mamy między sobą więź... ja go rozumiem...
-Nie mam obowiązku mówić ci wszystkiego- jedno zdanie przeważyło nad wszystkim.
-Ja też nie mam tego obowiązku- odpowiedziała przez zaciśnięte zęby i wyszła z gabinetu.
Stała przed szkołą obserwując przechodzących ludzi po drugiej stronie ulicy i rozmyślała o zdarzeniu które przed chwilą miało miejsce. Przeklęła cicho pod nosem zdając sobie sprawę że wyrzuty które miała do Paula były bezsensowne. Szybkim krokiem wróciła do szkoły i udała się w kierunku gabinetu Benneta.
-Przepraszam Paul, miałeś rację- wyrzuciła z siebie od razu gdy tylko znalazła się w pomieszczeniu.- Jestem z tych z wszystko muszą wiedzieć- dodała cicho wpatrując się w dywan który aktualnie wydawał się bardzo ciekawy.
-To ja przepraszam, nie powinienem tak naskoczyć- psycholog niespodziewanie przytulił dziewczynę, na co ta również objęła go swoimi drobnymi ramionami.
-Bardzo cię lubię Paul- chcąc nie chcąc Angelika musiała przyznać, że Paul Bennet był jej drugim Nathanielem. Tylko że ten pierwszy był przy niej. Teraz, kiedy go potrzebowała. Nie tak jak Nathan, który zjawiał się niespodziewanie i tak samo znikał kiedy Angelika najbardziej go potrzebowała.
-Angie... zmykaj już do domu, późno się robi- Angelika zorientowała się że jest ciemno dopiero gdy zerknęła za okno.  Powoli zakładała czarny płaszcz chcąc jak najdłużej zostać z Paulem. Nie uśmiechał jej się powrót do domu, tym bardziej że tego dnia w mieszkaniu miał zjawić się Nathan.
-Dobranoc Paul, do zobaczenia- wymusiła lekki uśmiech i cicho zamykając za sobą drzwi ruszyła w stronę wyjścia ze szkoły. Gdy wyszła ze szkoły zadrżała z powodu zetknięcia z zimną temperaturą. Owinęła się szczelniej szalikiem i zamierzała iść dalej gdyby nie czyjeś dłonie na jej oczach które skutecznie zasłoniły widok i zabroniły iść dalej.
-Paul… nie rób sobie żartów, proszę- powiedziała będąc pewną że to Bennet, bo co normalny uczeń robiłby o tej godzinie w szkole? A nawet jeśli, Angelika nie przyjaźniła się prawie z żadnym uczniem szkoły.- Daruj sobie- jęknęła zirytowana gdy osoba zasłaniająca jej oczy nie odpuszczała, a gdy miała dosyć czekania zaczęła próbować zdjąć dłonie z oczu. Nie dłużej niż po minucie udało jej się oderwać od „napastnika”, a gdy się odwróciła ujrzała zwijającego się ze śmiechu Nathana.
-Głupi jesteś!- krzyknęła zdenerwowana i zostawiając brata dalej głupio chichoczącego poszła w stronę przystanku.
-Ej, Angelika!- krzyknął orientując się, że żart wcale nie rozbawił siostry.- Poczekaj!- Nathaniel dogonił dziewczynę i złapał ją za ramię. Ta zatrzymała się w miejscu i zgromiła brata spojrzeniem.
-Mogłeś zadzwonić że będziesz- syknęła.- Chyba że mówiłeś Jose, a ja znowu nic nie wiem bo po co…- po słowach Angeliki Nathan automatycznie spoważniał. Przyglądał się siostrze która tego dnia miała chyba wyjątkowo zły humor.
-Jedźmy do domu Angelika i błagam… nie rób awantur- nadal obrażona nastolatka wsiadła do samochodu i nie odzywając się do brata zapięła pasy.
*

-Jak to mam jechać do mamy?- spytała zszokowana po tym jak będąc już w domu Nathan razem z Jose powiedzieli Angelice o podjętej już decyzji.
-Powiedziała że jest gotowa się z tobą spotkać.
-A może ja nie jestem gotowa?! Nie miałam z nią kontaktu przez dwa lata! Żadnego kontaktu!- zdenerwowana Angelika chodziła po pokoju w którym była ona, jej brat i Jose.- Nie będę na każde jej zawołanie! Nie wiem co ona sobie myśli… że, że…- zaczęła się jąkać nie mogąc dobrać odpowiednich słów. Czuła jak ręce jej drżą ze złości i stresu.- Jak wy myślicie… jak wy sobie wyobrażacie że po dwóch latach… po dwóch latach przez które nie miałam z nią kontaktu w jeden dzień mam ogarnąć wszystko co się we mnie przez ten czas kotłowało i pojechać do niej? Do reszty was…- przerwała nie chcąc rozpocząć kolejnej kłótni. Spojrzała na smutną Jose i zawiedzionego Nathana którzy wlepili w nią swój wzrok.- Idę do siebie…- powiedziała jeszcze i zaraz po tym zniknęła za drzwiami.
Leżąc już pod kołdrą myślała jak to będzie. Bo wiedziała że Nathan nie odpuści i nie zostawi jej w domu. Skoro mama chciała ją zobaczyć, to Nathan tego dopilnuje. Jeśli chodziło o mamę i Angelikę, to dla Nathana mama była na pierwszym miejscu.
*
Rano obudziło ją lekkie szturchanie. Jeszcze nie całkowicie świadoma otworzyła oczy i od razu zmrużyła ją kiedy zaczęło razić ją słońce. Widząc brata zrzuciła z siebie kołdrę i jeszcze przecierając zaspane oczy zeszła z łóżka. Ubrana w zwyczajne dżinsy i czarną, przylegającą do ciała bluzkę z rękawami sięgającymi do łokcia wyszła z pokoju i skierowała się w stronę kuchni chcąc zjeść śniadanie. Powoli przeżuwała kanapkę chcąc jak najbardziej opóźnić wyjazd.
-Zbieraj się, będę czekał w samochodzie- powiedział Nathan gdy skończyła jeść.- Mama prosiła żebyś miała rozpuszczone włosy- dodał jeszcze zanim wyszedł z mieszkania.
-Może jeszcze przyśle mi instrukcję jak mam być ubrana…- odburknęła nerwowo ściągając gumkę z włosów. Po raz trzeci pożegnała się z Jose i poprawiając podręczną torbę na ramieniu wyszła z bloku
i wsiadła do samochodu brata. Przez całą drogę milczała, a gdy Nathan próbował nawiązać z nią kontakt ignorowała go.
Kiedy zaparkowali pod budynkiem który okazał się szpitalem psychiatrycznym, Angelikę sparaliżował strach. Dobrze wiedziała, że nie jest przygotowana na spotkanie z mamą, do którego została przymuszona. Niechętnie wyszła z samochodu i rozglądnęła się po otoczeniu. Mówiąc szczerze- zupełnie inaczej wyobrażała sobie miejsce gdzie przebywa jej mama. W głowie zawsze miała wizję obskurnego, starego budynku z kratami w oknach, oraz pokoi bez klamek w  których w środku znajdowała się jedna niewygodna prycz i mały stolik. Zamiast tego ujrzała ładny, ceglany duży budynek, a w środku szpital wyglądał całkiem normalnie. Mimo to przyjemne wrażenie nie zmieniło nastawienia nastolatki do spotkania z matką. Szła za bratem jak na ścięcie coraz bardziej zwalniając.
-Nie zachowuj się jak tchórz…- usłyszała mruknięcie brata gdy zatrzymała się przed drzwiami odgradzającymi ją od kobiety której tak bardzo nienawidziła.
 Drżącą dłonią nacisnęła klamkę, a będąc już w pokoju zorientowała się że oprócz mamy w pomieszczeniu nie będzie nikogo. Szybko nabierała powietrze do płuc nie będąc zdolną się uspokoić i spojrzeć na kobietę stojącą naprzeciwko niej. Louisa Jones brązowe włosy miała spięte w prostego koka, a na sobie miała zwyczajny szary sweter i proste czarne spodnie. Twarz była wyprana z jakichkolwiek emocji i uczuć. Tylko w oczach można było dostrzec coś na kształt miłości.
-Angie… Moja malutka Angie- usłyszała a zaraz potem obejmowały ją sztywne ramiona mamy. Gdy rodzicielka odsunęła się od niej, Angelika zauważyła w jej oczach łzy.
-Cześć- mruknęła szybko i zerknęła w stronę okna. Nie widząc tam nic ciekawego ponownie spojrzała na matkę.
-Usiądź. Chcesz się napić herbaty? Mam twoją ulubioną… Pielęgniarka może nam zrobić...
-Nie chcę- odpowiedziała sucho siadając na krześle obok łóżka na którym usiadła pani Jones.
-Jak w szkole kochanie?- zapytała łapiąc córkę za rękę. Ta natomiast powstrzymywała się żeby tej ręki z uścisku nie wyrwać.
-Wszystko dobrze- odpowiedziała krótko nie mogąc się zdobyć na dłuższą odpowiedź. Kiedy rozmowa całkowicie się nie kleiła, mama Angeliki usiadła z nią i powoli zaczęła zaplatać warkocze z włosów córki. Nastolatka siedziała dalej na krześle i wspominała okres jeszcze szczęśliwego dzieciństwa.
Pamiętała, że zawsze na szczególne okazje mama zaplatała z jej długich włosów koszyczek, na widok którego każdy był zachwycony.
-Masz chłopaka skarbie?- ponownie do jej uszu doleciał smutny i zachrypnięty głos mamy.
-Czemu pytasz?- spytała, po chwili dodając- nie, nie mam.
-Pytam, bo… to chyba mój obowiązek. Powinnam się tobą interesować. Gotowe skarbie- Angelika wstała z krzesła i delikatnie pomacała ręką dzieło z tyłu jej głowy. Lustra w pokoju nie było z wiadomego powodu.
-Mamo, musimy już jechać…- niespodziewanie do pokoju wszedł Nathaniel. Dopiero wtedy Angelika spojrzała na zegarek i zorientowała się, że krótkie urywane rozmowy, cisza oraz zaplatanie fryzury zajęły prawie cztery godziny, a kolejne dwie i pół miał  zająć im powrót do domu.
*

Gdy Nathaniel zatrzymał się na osiedlu Angelika natychmiastowo wybiegła z samochodu i pognała w przeciwną stronę niż blok w którym mieszkała. Nie zwróciła uwagi czy brat za nią pobiegnie czy nie. Chciała być sama i nikt nie miał prawa jej w tym przeszkodzić. Ciągle płakała nie mogąc wymazać z pamięci obrazu mamy. Mamy która była jej obca, mamy… która nie była jej mamą. Angelika dopiero teraz dopuściła do siebie że  kobieta która ją urodziła jest dla niej obcą osobą. Było już ciemno a na ulicach nie było prawie nikogo. Może dlatego nie ocierając łez i nie rozglądając się wbiegła na ulicę chcąc przejść na drugą jej stronę. Ocknęła się dopiero wtedy gdy usłyszała pisk opon, a maska starego forda znajdowała się kilka centymetrów od jej nóg. Nie docierało do niej za bardzo co się dzieje. Wpatrywała się w światła samochodu które raziły ją w oczy, ale zdawałoby się jakby dziewczyna miała to gdzieś.
Za kierownicą dalej siedział równie zszokowany właściciel pojazdu i patrzył się przez szybę na dziewczynę. Kiedy wysiadł z samochodu zobaczyć czy dziewczynie która prawie wpadła pod koła jego samochodu szok minimalnie się zwiększył, o ile było to możliwe. Stała przed nim Angelika Jones. Prawie potrącił własną uczennicę. Zebrał myśli i spojrzał na nastolatkę która zaczęła mieć drgawki. Szybko podszedł do niej i zamknął w żelaznym uścisku próbują ją uspokoić.
-Przepraszam… Przepraszam Angelika- wyszeptał gładząc ją po plecach. Dziewczyna dalej płakała nie mogąc się uspokoić a zestresowany Jamie nie wiedział co ma zrobić. Czuł jak smukłe palce Angeliki zaciskają się na jego kurtce, a sama dziewczyna próbuje jak najmocniej wtulić się w bezpieczne ramiona mężczyzny. Powoli zaprowadził ją do swojego samochodu i posadził na przednim siedzenie.
-Podaj mi adres Angelika, to podwiozę cię do domu- powiedział dalej czując szok. Kiedy po kilku próbach dowiedzenia się miejsca zamieszkania nadal nie wiedział gdzie ma odwieźć Angelikę, postanowił że zabierze ją do siebie.



Przepraszam, sprawdziłam tylko początek rozdziału, 
i nie jestem z niego szczególnie zadowolona. 
Nie mam siły na więcej. 
Mam w wordzie jeden rozdział w przód, jakoś udało mi się napisać, 
ale nie wiem kiedy go dodam.
Mam ochotę zrobić sobie przerwę od blogowania. 
Od wszystkiego. Odciąć się na jakiś czas, nie wchodzić na twittera, gg, 
nic nie pisać... bo kiedy faktycznie zaczęłam się porządnie uczyć, 
okazało się że kompletnie nie mam czasu żeby pisać rozdziały, czytać i komentować.
Może w marcu to się zmieni? Kiedy będzie nowy semestr, 
nie będę miała egzaminów i skończą się projekty gimnazjalne...
Bo teraz jest tak, że wracam do domu, jem obiad, 
odrabiam lekcje, później ćwiczę na saksofonie, na fortepianie, 
a na wieczór zostawiam sobie kształcenie słuchu, 
zasady muzyki i literaturę muzyczną która mnie wykańcza. 
Ciężko mi pisać cokolwiek, jeśli mam raz na tydzień przygotowywać dwa ćwiczenia do śpiewania, kilka etiud i utwory na instrument... Nie wiem co dalej będzie. 
Dziękuję za komentarze które mnie motywują do nie zostawienia tego tak o.
Jeszcze raz przepraszam za tak beznadziejny rozdział.

sobota, 22 grudnia 2012

Rozdział 5

Przez kolejny tydzień Angelika zbierała się sama w sobie żeby podziękować Jamiemu. Czy był tego świadomy, czy nie- pomógł Angelice i to bardzo. Dziewczyna z przyjemnością chodziła do Paula po lekcjach i nie żałowała "straconego" czasu. Po kolejnej rozmowie z psychologiem w końcu postanowiła zajrzeć do nauczyciela. W ręce ściskała ozdobną torebkę do której włożyła prezent dla Jamiego. Zapukała do drzwi gabinetu nauczyciela i czekała aż mężczyzna otworzy jej drzwi albo da znak, że może wejść Po chwili stał przed nią. Angelika już wcześniej na lekcji francuskiego zauważyła, że tego dnia był zmęczony i smutny.
-Dzień dobry- powiedziała szybko czując jak stres opanowuje całe jej ciało.
-Dzień dobry, chciałaś coś? Już miałem wychodzić- odpowiedział. Dopiero teraz zauważyła że był już ubrany w czarny elegancki płaszcz.
-Tak, ale to tylko chwilę... ja chciałam panu podziękować- w tym momencie wysunęła rękę dając prezent panu Austinowi.
-Em... dziękuję. A za co to? Nie bardzo wiem...
-Bo to pan załatwił żeby Paul rozmawiał ze mną, i to mi pomogło, bardzo. I to dzięki panu... ja chciałam podziękować tylko- z niecierpliwością wpatrywała się w torebkę mając nadzieję że Jamie zobaczy prezent przy niej. Nauczyciel zobaczył wzrok dziewczyny i zatrzymał się w miejscu wyciągając podarunek od dziewczyny.
-Listy Johna Lennona?- obracał książkę w ręce i szczegółowo oglądał jej okładkę.
-Na jednej lekcji miał pan koszulkę z Beatlesami, więc pomyślałam że chyba się panu spodoba...- odpowiedziała niepewnie.
-Dziękuję Angie, wybacz ale muszę jechać- lekki uśmiech pojawił się na zmęczonej twarzy Jamiego.- Dowidzenia.
*

Gdy zamknęła za sobą drzwi przy jej nogach od razu pojawiła się piątka małych dzieci w wieku przedszkolnym.
-Angie, jak ostatnio pobierali mi krew to nie płakałam- drobna dziewczynka usiadła na kolanach nastolatki i przytuliła ją.
-To wspaniale kochanie!- uśmiechnęła się szeroko do Laury, bo tak miała na imię mała pacjentka, po czym połaskotała ją. Dopiero po kilkunastu minutach zauważyła jeszcze jedno dziecko. Chłopiec siedział pod ścianą tyłem do ludzi i nie zwracał na nikogo uwagi, i jedyne co Angelika zauważyła to bandaże owinięte wokół jego nadgarstków i głowy.
-Laura, kim jest ten chłopczyk?- szeptem zwróciła się do dziewczynki i ruchem głowy wskazała na dziecko.
-Jest w szpitalu od wczoraj, ale dopiero dzisiaj przyszedł do świetlicy. Wczoraj dużo spał. 
I z nikim nie chce rozmawiać.
-Może ze mną pogada, co? Pobaw się z innymi słońce- ucałowała delikatne czółko Laury i podeszła do chłopca. Najpierw usiadła obok niego i nic nie mówiła tylko patrzyła w jego twarz. Miał zamknięte oczy, wydawało się że marze o czymś. Po chwili otworzył je i spojrzał na Angelikę która przyjaźniej się do niego uśmiechnęła.
-Jestem Angelika. A ty jak masz na imię kochanie?- ciepły głos powędrował w stronę chłopczyka który dalej patrzył się na twarz nastolatki.
-Mam na imię Freddie. I mam przyjaciela, wiesz? A ty masz przyjaciela?- pytania wypłynęły z ust chłopca i sprawiły że uśmiech na twarzy Angeliki poszerzył się.
-Tak. Ja też mam przyjaciela. A gdzie jest twój?
-Został w moim pokoju. Pielęgniarka powiedziała że go nie ma, ale on tam jest. I tam został, więc teraz jest sam.
-To może pójdziemy go odwiedzić?- spytała zdając sobie sprawę, że przyjaciel istnieje tylko w wyobraźni chłopca. W odpowiedzi Freddie pokiwał głową, a gdy oboje kierowali się do wyjścia złapał Angelikę za rękę.

-Jest nieśmiały, ale zaraz się pewnie odezwie. Kiedy są inni ludzie on jest niewidzialny- odezwał się ponownie gdy siedział na swoim szpitalnym łóżku a obok niego na krześle siedziała Angelika.
-A jak ma na imię twój przyjaciel, Freddie?
-Dean. Cześć Dean- powiedział w pustą przestrzeń.
-Dean? Ten Dean?- Angelika udała wielkie zdziwienie i wyglądała jakby właśnie coś sobie przypomniała.- Freddie, mamy chyba wspólnego przyjaciela.
-Czy twój przyjaciel Dean też ma czarne loczki i niebieskie oczy? Angelika!- chłopiec wykrzyknął zachwycony i rękoma zakrył sobie buzię- Masz takie same oczy jak Dean! Jesteś aniołkiem jak Dean i on ciebie przysłał do mnie!- Angelika poczuła łzy w oczach w  momencie kiedy Freddie mocno objął ją swoimi chudymi i drobnymi ramionami. Uwielbiała spędzać czas z dziećmi szpitalu ale wiedziała, że to z Freddiem połączyła ją głębsza więź. 
Również otoczyła swoimi ramionami chłopca i pozwoliła jednej samotnej łzie spłynąć po policzku.
-Nie płacz, Angie...- powiedział cicho odsuwając się od dziewczyn jednocześnie ścierając łzę swoją rączką.
-Nie płaczę- odszepnęła i przykryła dłoń Freddiego swoją. Wyszła dopiero wtedy, kiedy pielęgniarka wygoniła ją oznajmiając że jest już późno. Angelika wróciła do domu radosna jak nigdy. Nawet Jose  odpuściła Angelice kazania na temat późnego wracania do domu.

"Później okazało się że Freddie jest autystycznym dzieckiem. Do dzisiaj oboje odczuwamy skutki tego co się zdarzyło" W nocy obudził ją głos Paula dudniący w jej głowie. "Freddie jest autystycznym dzieckiem".
Freddie, ten Freddie ze szpitala. Też był chory na autyzm. "Do dzisiaj oboje odczuwamy skutki tego co się zdarzyło". Trafił do szpitala. Pewnie po ataku.
Nie mogła uwierzyć że właśnie poznała siostrzeńca Paula. Kolejnego dnia zamierzała pójść do szpitala i sprawdzić to. 
Kolejnego dnia z niecierpliwością oczekiwała końca lekcji. Momentami miała ochotę wybiec ze szkoły i  pognać prosto do szpitala żeby przekonać się czym a rację. Przeszkodę stanowiły również zajęcia z Paulem, których tego dnia koniecznie chciała uniknąć. Na jej szczęście z samego rana od psychologa dostała wiadomość, że spotkanie się nie odbędzie.
Do końca lekcji został jej tylko francuski. Przyglądała się nauczycielowi zauważając kolejną zmianę. Jamie Austin wydawał się być jeszcze bardziej przygnębiony. Oczy były przekrwione, na twarzy widniał kilkudniowy zarost, a ręce trzęsły się przy każdym ruchu. Mężczyzna z cichym westchnieniem opadł na fotel i na chwilę ukrył twarz w dłoniach.
-Róbcie co chcecie tylko bądźcie cicho...- cała klasa automatycznie schowała książki do swoich plecaków i siadając w swoich "kółkach adoracji" cicho dyskutowali na przeróżne tematy. Jedynie Angelika siedziała samotnie czytając sobie książkę i jednocześnie obserwując Jamiego. Dyskretnie zaobserwowała że co jakiś czas Jamiemu zaczynała drżeć warga, a ten nerwowo ją zagryzał próbując się nie rozkleić. Ukradkowe patrzenie nauczyciela i lektura pochłonęły Angeliką tak bardzo że nie zauważyła kiedy cała lekcja upłynęła. Szybkim ruchem wrzuciła książkę do torby i wybiegła z klasy jako pierwsza. Chcąc nie chcąc musiała zajrzeć do domu żeby pokazać się Jose i szybko przełknąć dwa kęsy obiadu. Rzuciła opiekunce tylko hasło 
że idzie do szpitala i nie czekając na jej reakcję wypadła z mieszkania jak torpeda w pośpiechu zakładając kurtkę. Zdyszana i z wyraźnymi rumieńcami na policzkach weszła do szpitala. Szybki oddech oznaczał że przez całą drogę biegła. Pamiętając w którym pokoju leżał Freddie udała się w stronę schodów i chwilę później stała pod salą w której znajdował się chłopiec. 
Jej ręka już leżała na klamce i była gotowa do otworzenia drzwi, gdy jedna rzecz ją wyrwała z głębokiego zamyślenia. Przy łóżku dziecka siedział zapłakany Jamie Austin. Uśmiechał się, ale płakał. Angelika nic nie rozumiejąc zerknęła na tabliczkę pacjenta na którą dzień wcześniej nie popatrzyła. Fred Austin. Austin. Nazwisko huczało jej w głowie. "Freddie jest autystyczny", "do dziś odczuwamy skutki tego co się stało" "nie wiem z kim ma dziecko do dzisiaj". Trzy zdania. Angelika kojarząc wszystkie fakty zrozumiała. Paul ma siostrę. Jego siostra ma dziecko. Ma dziecko z Jamiem. Paul ją okłamał. Stała i patrzyła przez szybę na dziecko które nie było niczego świadome. Niespodziewane Freddie zerknął w jej stronę. Uśmiechnął się szeroko i zaczął machać. Wzrok Jamiego również powędrował tam gdzie stała Angelika. Dziewczyna nie wiedziała co zrobić. Uciec? Jamie uznałby ją za tchórza. Stać i dale gapić się jak jakaś idiotka? Postanowiła zadziałać. Wzięła głęboki wdech i pewnym krokiem weszła do sali. Freddie od razu rzucił się w jej ramiona a Angelika zapominając o obecności nauczyciela zakręciła chłopca wokół własnej osi.
-Cześć aniołku, co słychać u ciebie?- usiadła na krześle a gdy mały Austin usadowił się na jej kolanach zadała pytanie.
-To ty jesteś aniołkiem, Angie- odparł naciskając na drugie słowo.- Ja jestem tylko Freddie.
-Jesteś moim aniołkiem Freddie- uśmiechnęła się do niego i automatycznie wzrok powędrował w stronę Jamiego. Dalej siedział na krześle przy łóżku i z wypisanym zdumieniem na twarzy obserwował Angelikę. Tę Angelikę którą pierwszy raz widział w parku. Tę Angelikę którą przyłapał kiedy się upiła. Tę pyskatą dziewczynę która nie bała się mu powiedzieć co myśli. Ta dziewczyna właśnie szczerze uśmiechała się do jego syna. Do jego kochanego syna.
-Angie... Dean mi powiedział że bardzo mnie kochasz- Freddie mówiąc to ziewnął.
-Kocham cię bardzo mocno- szepnęła jednocześnie wstając. Dalej trzymając go na rękach powolnym krokiem dotarła do łóżku i delikatnie ułożyła tam chłopca.
-Zaśpiewaj mi... Zaśpiewaj mi do spania- powiedział przecierając oczy piąstkami.
-Dobrze- Angelika zamknęła oczy przypominając sobie kołysankę.

Śpij i zamknij oczy śnij - śnij
Śpij i zamknij oczy śnij - śnij

Przełknęła ślinę i pozbywając się wspomnień śpiewała dalej.

A ja będę twym aniołem
Twą radością, smutkiem, żalem
Będę gwiazdą na twym niebie
Będę zawsze obok Ciebie

Głos mimowolnie jej zadrżał. Zacisnęła ręce w pięści wbijając paznokcie w skórę.

Jak wytłumaczyć Tobie mam
Że jesteś wszystkim, tym co mam
Tym co jest dobre i co złe
Uwierz tak bardzo ......

Łza spłynęła po policzku. Głos się załamał a przed oczami Angeliki przewijały się wspomnienia.

Uwierz tak bardzo kocham cię

Zakończyła i spojrzała na spokojną twarz Freddiego która pogrążona była w spokojnym śnie.
Nie mogąc dłużej wytrzymać ukryła twarz w dłoniach i cicho płakała.

Przyznam szczerze, że rozdział w miarę mi się podoba :) Końcówka z kołysanką trochę zagmatwana i niewyjaśniona, ale w 6 albo 7 rozdziale to się wyjaśni. Pozostałe "tajemnice" rozdziałowe też będą wyjaśnione :D
I na koniec, mały spoiler tego co będzie w kolejnych rozdziałach, szczerze nie wiem dokładnie w którym ;)
+Wesołych Świąt


-Popatrz mi w oczy, Angelika- para niebieskich tęczówek, które w wyniku płaczu zdawały się mieć krystaliczny kolor zwróciły się w stronę twarzy mężczyzny. 
(...)Obserwował jak jedna samotna łza gromadzi się w kąciku oka żeby zaraz szybko spłynąć po policzku. Nim zdążyła skapnąć na ziemię starł ją kciukiem. 
Otrząsnął się gdy poczuł jak mocno szybko i głośno bije serce i jak pali go skóra. Koniuszkiem języka przejechał po spierzchniętych wargach po czym szybko zamrugał powiekami tak jakby przebudził się z transu. Im dłużej wpatrywał się w twarz Angeliki tym bardziej nasilało się bicie serca, jeszcze mocniej i boleśniej parzyła go skóra a w ustach tak jakby ciągle zasychało.
-Coś się stało?- głos docierał jakby z daleka. W uszach dudniło mu bijące serce. Powoli pokręcił głową jakby nadal zastanawiał się nad swoją odpowiedzią. Próbował nacieszyć umysł widokiem. Prawie czarne długie włosy ułożony w nieładzie, piękne  oczy... gdy jego wzrok dotarł do pełnych malinowych ust miał wrażenie że zachłysnął się powietrzem. Była piękna.

PS. Komentujcie :)
PS2. Musiałam wcisnąć Listy Johna Lennona jako prezent dla Austina :D btw. nie wiedziałam co innego Angie mogłaby mu dać ;)

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Historia Paula


-Miałem wspaniałe dzieciństwo- zaczął mówić kiedy Angelika wygodnie siedziała na kanapie a w ręce trzymała filiżankę z herbatą.- A przynajmniej zawsze tak mi się wydawało. Mieszkałem razem z siostrą i rodzicami na obrzeżach Dublina. Mieliśmy duży dom i niczego nam brakowało- na chwilę przerwał. Ze spokojem obserwował Angelikę. Dziewczyna była wyraźnie zainteresowana jego opowieścią.- Jak już mówiłem, zdawało mi się że miałem idealne dzieciństwo. Później się okazało że wcale takie nie było. Rodzice się znienawidzili i całkiem dobrze ukrywali przed nami swoje konflikty. Kiedy mieli ochotę się na siebie powydzierać to kładli nas wcześniej spać a później zamykali się w salonie, albo wysyłali nas na weekend do babci.
Kłótnię rodziców pierwsza odkryła moja siostra, kiedy ja miałem piętnaście, a ona trzynaście lat. Któregoś dnia wróciła wcześniej do domu i została świadkiem jak mój tata uderzył mamę. Su uciekła z domu a ja szukałem jej przez dwa dni. Znalazłem ją u mojego przyjaciela- znowu zrobił pauzę. Zastanawiał się, czy ma jej mówić. Jeżeli źle zareaguje na tę wiadomość i ucieknie z gabinetu? Postanowił zaryzykować.- Tym przyjacielem był i jest Jamie Austin- na twarzy Angeliki pojawił się szok. Zamrugała kilkakrotnie powiekami żeby coś zrozumieć.
-To on ciebie poprosił… prawda? Żebyś ze mną porozmawiał…- wyszeptała cicho, tak że Paul ledwie ją usłyszał.
-Nie miej mu tego za złe. On jest naprawdę dobry- powiedział spokojnie, a kiedy dziewczyna mu nie odpowiedziała wrócił do swojej historii.- Su nie chciała wracać. Taki widok dla trzynastolatki to wielki uraz w psychice. Wiek nawet nie ma znaczenia… to zawsze zapadnie w pamięć kiedy zauważysz że twój ojciec uderzył matkę. Później było gorzej. Rodzice wiedząc, że ich „sekret” wyszedł na jaw rozwiedli się. A potem wszystko zaczęło się pieprzyć- powiedział dobitnie i po raz trzeci zapadła cisza.-Zamieszkaliśmy z mamą. Oficjalna wersja jest taka że sama się wyprowadziła, a prawdziwa taka, że wyrzucił ją z domu. Su znienawidziła obojga rodziców, ale do ojca miała większe pretensje. Postanowiła zamieszkać z mamą a ja postanowiłem zamieszkać razem z Su. Mieszkaliśmy zwyczajnym mieszkaniu w centrum Dublina. Nic nadzwyczajnego. Prosty blok, mieszkanie dostosowane do trzy-osobowej rodziny… Można by powiedzieć że wszystko się ułożyło, prawda?  Ale zaczęły się problemy ze mną... albo raczej przeze mnie. Nie będę przytaczał teraz tego co zrobiłem, ale moja mama wyrzuciła mnie z domu. Zamieszkałem u Jamiego, chociaż on o niczym nie wiedział. Nadal nie wie co wtedy się stało.
-Okłamałeś najlepszego przyjaciela?- zapytała unosząc lewą brew do góry. Paul westchnął i spuścił wzrok.
-Musiałem. W każdym razie ja mieszkałem u Jamiego, a Su męczyła się z mamą. Kiedy zacząłem studiować wyprowadziłem się do akademika żeby nie siedzieć na głowie Jamiego, chociaż on twierdził że mu nie przeszkadzam. Su miała wtedy siedemnaście lat. I któregoś dnia przyszła do mnie i powiedziała mi że jest w ciąży. 
-Ale chyba nie z tobą...- Angelika zażartowała, jednak widząc nie wesołą minę psychologa zawstydzona spuściła głowę.- Przepraszam...
-Nie wiem z kim ma dziecko do dzisiaj. Ciągle oszczędzałem dla Su. Zrezygnowałem z dodatkowych płatnych zajęć żeby wziąć więcej godzin pracy. Kupowałem tylko rzeczy mi potrzebne, wszystko co mi zostawało odkładałem dla Su. Ciąża nie działała na nią dobrze. Już w siódmym miesiącu wylądowała w szpitalu i do porodu tam leżała. Później okazało się że Freddie jest autystycznym dzieckiem. Do dzisiaj oboje odczuwamy skutki tego co się zdarzyło. I pomyśl że to wszystko przez kłótnie rodziców- dziewczyna siedziała cicho ściskając w dłoni pusty już kubek. W głowie miała chaos przez to co opowiedział jej Bennet. W końcu dotarło do niej, że nie  tylko ona  ma  źle w życiu, że są osoby z pozoru szczęśliwe, a tak naprawdę mają w życiu prawdziwe piekło. 
-Wiesz Paul, raz w tygodniu chodzę do szpitala. Do dzieci...- zaczęła mówić. Też chciała coś przekazać Paulowi.-  Próbuję dać im to czego nie dałam Jane. Staram się dać im coś od siebie... bo nigdy nie wiem ile jeszcze będą żyły. I najsmutniejsze jest to kiedy przychodzę do nich i kogoś brakuje. I tego kogoś nie brakuje  bo wrócił do domu. Brakuje bo ten ktoś zmarł. 
I za każdym razem przeżywam ten sam ból... ten sam kiedy dowiedziałam się że Jane umarła.



Takie króciutkie coś. Mało opisów, ale w sumie Paul robi nam tutaj za narratora... 
Proszę o komentarze. Są dla mnie naprawdę bardzo ważne. 
Motywują i dodają chęci do pisania :)


niedziela, 9 grudnia 2012

Rozdział 4


-Jose!- wołała chodząc po mieszkaniu.- Jose! Do jasnej ciasnej… gdzie ty jesteś?!- krzyknęła ponownie nie mogąc znaleźć kobiety.
-Nie krzycz, Angie… jestem- Jose wyszła z łazienki i podeszła do Angeliki.- Chciałaś coś?
-Idę do Nicole, zaprosiła mnie na noc. Mogę iść, prawda?- spytała, chociaż ton jej głosu mówił, że tylko się upewnia.
-No możesz…- kobieta westchnęła cicho wiedząc, że i tak nie zatrzyma dziewczyny.- Tylko żadnego alkoholu!- dodała, gdy Angelika pobiegła do swojego pokoju chcąc się przygotować.
Do podręcznej torby wrzuciła jakieś spodnie i bluzkę na zmianę, paczkę papierosów i butelkę wody.
Wsunęła na siebie czarne skórzane spodnie, a na górę zarzuciła cienką czarną i prześwitującą bluzkę na grubych ramiączkach. Włosy jak zwykle związała w wysoką kitkę. Gdy na nogach miała już czarne lity a na ramionach skórzaną kurtkę była już całkowicie gotowa. Na ramię założyła tylko torbę i krzycząc szybkie „do zobaczenia” wybiegła z domu. Wychodząc na dwór od razu buchnęło w nią zimne powietrze. Kurtkę zapięła pod samą szyję a zaraz potem wyciągnęła fajki. Przez kilka minut chodziła po przystanku i powoli wypalała jednego papierosa.
Widząc nadjeżdżający autobus rzuciła używkę na ziemię i weszła do środka zajmując miejsce na samym końcu przy oknie. W słuchawkach rozbrzmiewała głośna i ostra muzyka która zajmowała myśli nastolatki. Zmierzając do bloku w którym mieszkała jej koleżanka zauważyła znajome auto. Widziała już je gdzieś, ale nie mogła skojarzyć. Ta sama tablica rejestracyjna, tak samo zdarty lakier na bagażniku… Mimo wszystkich szczegółów nie mogła sobie przypomnieć, gdzie widziała pojazd.
Zignorowała myśli i poszła dalej. Gdy Angelika znalazła się na klatce schodowej szybko wbiegła po schodach na trzecie piętro chcąc rozgrzać zziębnięte ciało.

Razem z Nicole, oraz trójką innych znajomych siedziała na dywanie i piła kolejne szklanki wypełnione przeróżnym alkoholem. W drugiej ręce trzymała papierosa co chwila się nim zaciągając. Nie zwracała uwagi na to czy ktoś coś do niej mówił. Olewała wszystko. Wpatrywała się w sufit, a w jej głowie powstawały wymyślone  i dziwne obrazy. Nawet nie zauważyła, gdy szklanka zrobiła się pusta. Nie zauważyła również tego, że ktoś znowu dolał jej alkoholu. Pozostała czwórka towarzystwa urządziła sobie mini-imprezę. Nicole całowała się z Kelly będąc pewną, że wymienia czułości ze swoim chłopakiem Georgem. Pozostałe dwie osoby tańczyły przy głośnej muzyce, a raczej wykonywały ruch tańco- podobne. Przez alkoholowe upojenie piątka znajomych postanowiła opuścić mieszkanie.
Pierwsza dwójka, czyli Clove i George zbiegli po schodach potykając się o nogi i będąc już na dworze dalej tańczyli. Nicole i Kelly szły powoli obijając się o ścianę, albo barierę schodów.
Ostatnia schodziła Angelika. Kręciło jej się w głowie i wcale nie czuła się dobrze. Mocno ściskała balustradę żeby nie spaść ze schodów. Nie było jej wcale do śmiechu i chciało jej się tylko wymiotować. Na ostatnich dwóch schodkach potknęła się i upadała, próbowała wstać ale po kilku nieudanych próbach zrezygnowała. Siedziała naprzeciwko mieszkania jakiś przypadkowych ludzi
i patrzyła się w ścianę, jakby mogło to coś zmienić. Po kilkunastu minutach pozostałe towarzystwo wróciło na klatkę schodową. Dziewczyna położyła wskazujący palec na ustach dając znak, że wszyscy mają być cicho. Nikt niestety nie zwrócił na to uwagi. Nie minęła chwila, a w drzwiach mieszkania pojawił się młody mężczyzna. Angelika mimo zamroczonego umysłu wiedziała, że właśnie wpakowała się w kolejne tarapaty. Wstała i próbując udawać że nie tknęła alkoholu podeszła do sąsiada Nicole. Jej starania zmarnowały się, gdy zwymiotowała prosto pod nogi nauczyciela.
*
Cała piątka trzeźwiała właśnie na komisariacie policji w Dublinie. Do budynku wbiegła zdenerwowana Jose Morgan. Kiedy tylko zauważyła Angelikę podeszła do niej i szarpnęła za ramię żeby ta wstała. Dziewczyna niebezpiecznie się zachwiała i musiała podeprzeć się ściany.
-Moja droga, mocno mi podpadłaś. Wracamy!- Angelika ostatni raz zamglonym wzrokiem popatrzyła na ściany komisariatu. Potem ostudziło ją chłodne, nocne powietrze.
*
-Przepraszam, Jose- to były pierwsze słowa Angeliki po wytrzeźwieniu. Był sobotni ranek. Jose stała przy kuchni i smażyła jajecznicę na śniadanie.
-Dużo nie zdziałasz przeprosinami- odpowiedziała.
-To co mam zrobić? Jose naprawdę nie chciałam żeby tak wyszło!- zagryzła wargę nie wiedząc co dalej ma robić.
-Nie chciałaś żeby co wyszło? Nie chciałaś się upić, czy nie chciałaś trafić na komisariat… Gdybyś miała więcej szczęścia, to byś wytrzeźwiała u Nicole, a ja bym nic nie wiedziała. Więc zdecyduj się, czego nie chciałaś- zasmucona Angelika usiadła na krześle i czekała na śniadanie. Posiłek przebiegł w ciszy,
a kiedy Angelika skończyła nie zaczekała tak jak miała w zwyczaju na Jose. Włożyła brudny talerz i kubek po kawie do zmywarki, po czym zamknęła się w swoim pokoju puszczając głośno płytę Joan Jett. Karciła się w myślach za swoją głupotę. Nie wiedziała, jak pokaże się w szkole, na lekcji. Wiedziała że zawiniła, a Jose nie szybko jej to wybaczy. Zanim ponownie zdobędzie zaufanie opiekunki będzie musiała się bardzo starać i pokazywać, że jej zależy. Bo nie wiele brakowało,
a umieściliby Angelikę w poprawczaku. Leżała na łóżku próbując złożyć pojedyncze urywki zdarzeń z wczorajszego dnia w jedną całość.

Najpierw wszyscy się upiliśmy. Później Nicole, Kelly, Clove i George’owi zachciało się wyjść na dwór. Wyszliśmy. A raczej oni wyszli, bo ja po upadku z dwóch ostatnich schodków na pierwszym piętrze nie potrafiłam się podnieść. Siedziałam i czekałam. A potem oni wrócili i niemiłosiernie krzyczeli. Próbowałam ich uciszyć, ale mnie nie słyszeli. Więc wstałam. A wtedy on wyszedł. Patrzył na mnie,
i choć wiedziałam że on zdaje sobie sprawę z mojej nietrzeźwości próbowałam udawać, że nie jestem taka jaka jestem. I nie wyszło. Gdyby nie jego refleks, to zwymiotowałbym na jego buty.
A potem… potem to wszystko działo się szybko i nim się obejrzałam, siedziałam w radiowozie.

Kolejny dzień w szkole nie zapowiadał nic dobrego. Angelika szła do szkoły jak na ścięcie, bo pierwsza lekcja- czyli francuskie nie oznaczała nic dobrego. Pokazała Austinowi swoją całą złą stronę. A nie dała się poznać od tej lepszej. Zapowiadało się na to, że ten rok z francuskim również nie będzie dobry.
Uratował ją dyrektor placówki który osobiście podszedł do Angeliki i wezwał ją do swojego gabinetu.
Będąc już tam zauważyła obcego mężczyznę. Nie był to żaden z nauczycieli, nie wyglądał też na szkolnego konserwatora. Kiedy dyrektor zauważyła zaciekawione spojrzenie Angeliki ocknął się.
-Angeliko, to jest Paul Bennet. Twój szkolny psycholog. Będzie miała z nim zajęcia trzy razy w tygodniu po lekcjach- nastolatka powstrzymywała się od głośnego przeklnięcia. Po raz kolejny jej wzrok powędrował na psychologa.
-Jamie Austin zwolnił cię z dzisiejszej lekcji, więc pójdziemy do mojego gabinetu i się trochę poznamy- sympatycznym uśmiechem Paul zdobył u Angeliki minimalne zaufanie. Dziewczyna posłusznie wstała i uprzednio żegnając się z dyrektorem wyszła z pomieszczenia.
W przytulnym szkolnym pokoju na jakiś czas należącym do Paula cicho grała jazzowa muzyka, a ciemno brązowe meble ładnie kontrastowały z jasnym dywanem. Angelika przysiadła na skórzanej kanapie i z zainteresowaniem spojrzała na psychologa który szukał czegoś w szafce.
-Ciasteczko?- spytał wysuwając do dziewczyny rękę w której trzymał pudełko ze słodkościami.
-Nie- pokręciła głową.- Nie lubię wiórek kokosowych… tak nieprzyjemnie wchodzą w zęby.
-Ja też nie lubię. Dlatego pytałem czy chcesz- puścił oczko do Angeliki, a ona się zaśmiała.- To może masz ochotę na kawę, harbetę, sok…?
-Nie, dzięki... A tak właściwie to po co szkoła cię wynajęła?- zapytała gdy pytanie nasunęło się do jej głowy.
-Właściwie poprosiła mnie jedna osoba. Słyszałem że masz dużo problemów, i chcę ci pomóc.
-Nikt mi nie pomoże, proszę pana. Nie lubię psychologów… starają się pomagać na siłę, i nie rozumieją. Nie pomoże mi pan- zwróciła się z żalem do Benneta.
-Ja wiem co ty przeżyłaś. I może nie przeżyłem dokładnie tego samego, ale wiem co czujesz. Nie myśl że tylko ty masz źle. Mogło zdarzyć się coś o wiele gorszego choć nie mówię, że to co cię spotkało jest byle czym. I mów mi Paul- Angelika pokiwała głową i dalej wsłuchiwała się w słowa mężczyzny siedzącego naprzeciwko niej.- Jeżeli to sprawi że zdasz sobie sprawę o problemach innych, opowiem ci co mnie spotkało. Chcesz?


Przepraszam za to opóźnienie, ale jak niektórzy wiedzą lub nie
- mam obecnie dużo na głowie.
Kolejny rozdział będzie w nietypowej formie, 
bo nie będzie jako "Rozdział 4", 
ale jako "Historia Paul'a" (Dla Madź <3)  
Taki one shoot :D 
Dziękuję za komentarze i proszę komentujcie,
 bo to bardzo mnie motywuje i w pewnym sensie dodaje weny! :)

niedziela, 25 listopada 2012

Rozdział 3


Razem z bratem siedziała na murku przy szkole popijając letnią kawę zakupioną po drodze do szkoły.
Obok nich ciągle przechodzili jacyś uczniowie. Niektóre dziewczyny zerkały „dyskretnie” na Nathaniela cicho wzdychając. Rodzeństwo natomiast nie zwracało na nikogo uwagi rozmawiając i śmiejąc się. Angelika zaprzestała rozmowy, gdy zauważyła jak z samochodu wysiada nauczyciel francuskiego.
-O, zobacz. To ten chodzący seks- powiedziała wskazując głową na mężczyznę.- Dzień dobry, panie Austin- przywitała się wstając, i głęboko kłaniając, co nie wskazywało na szacunek Angeliki, tylko na jej kpinę. Romanista* przeszedł obojętnie obok dziewczyny. Zaskoczona dziewczyna najpierw nie wiedziała co powiedzieć, ale po chwili w stronę Austina znowu leciały słowa dziewczyny.- Według dobrego wychowania powinno się odpowiadać!
-Przestań być tak wredna, Angie- brat dziewczyny zwrócił się do niej, jednocześnie się śmiejąc.
-Od razu wredna…- wywróciła oczami stojąc z założonymi rękami.- Wybacz, ale muszę zmykać na lekcje. Francuski z chodzącym seksem czeka- puściła oczko do brata, i łapiąc torbę pobiegła do szkoły potrącając po drodze kilku uczniów.
Wbiegła do klasy zaraz po nauczycielu i szybko zajęła miejsce w ostatniej ławce. Zdyszana odgarnęła długie, rozpuszczone włosy z twarzy, i wyjęła zeszyt i podręcznik do języka. Udając że słucha, dyskretnie włożyła jedną słuchawkę do ucha i zaczęła słuchać ulubionych utworów Ozzy’ego.

Przerwał prowadzenie lekcji, gdy zauważył co robi Angelika Jones. Dziewczyna skupiła się na rysowaniu czegoś na końcu zeszytu. W jednym uchu miała słuchawkę. W ogóle nie zwracała uwagi na to, co się dzieje na lekcji.
-Angelika Jones, podejdź tutaj- powiedział głośno na tyle, żeby nastolatka go usłyszała. Wyjęła słuchawki które schowała do kieszeni, i wstała z ławki. Spojrzała najpierw na nauczyciela, później na tablicę.
-Co mam zrobić…?- spytała cicho przygryzając dolną wargę. Nerwowo rozglądała się po klasie szukając pomocy u któregoś z uczniów.
-Skoro jesteś taka mądra i możesz robić co chcesz, myślę, że nie będziesz miała problemów z zbudowaniem tych zdań- Jamie Austin usiadł przy swoim biurku zostawiając Angelikę przy tablicy. Przez kilka minut dziewczyna stała próbując cokolwiek napisać.
-Nie umiem, proszę pana…
-Słucham? Powtórz proszę- zły zmierzył wzrokiem Angelikę.
-Nie umiem- powtórzyła głośniej, ale mimo wszystko głos jej zadrżał.
-A nie sądzisz, że jeśli chcesz zdać to powinnaś zacząć się uczyć? Zamiast tego obijasz się, wypalasz paczkę papierosów dziennie, jesteś wulgarna, niewychowana…- po wyliczance Jamiego dziewczyna nie wytrzymała i wybiegła 
z klasy.

-Dzwonili do mnie z dyrekcji- Jose Morgan zwróciła się do Angeliki, 
która siedziała przy kuchennym stole i tępym wzrokiem wpatrywała się w ścianę.- Uciekłaś z lekcji w trakcie jej trwania… Angelika, co się znowu dzieje. Miało być dobrze- nastolatka spuściła wzrok z początku nie wiedząc co powiedzieć. Kilka razy otwierała usta myśląc że wie, co powie, ale po chwili je zamykała.- Jak to wyjaśnisz? Bo ja naprawdę nie wiem już, co mam robić.
-Nauczyciel od francuskiego. Ja… wpadłam na niego na wakacjach, ja nie wiedziałam że on będzie mnie uczył… Obraziłam go, i ostatnio po lekcjach też to zrobiłam… ale on… przepraszam, Jose!- zwróciła się do kobiety, której twarz nadal wyrażała zmartwienie. Sama poczuła małe wyrzuty sumienia. Wzięła głęboki wdech i zaczęła mówić dalej- pewnie masz mnie dosyć, i czekasz aż skończę tę cholerną szkołę się wyniosę stąd…
-Angie…
-Nie… taka jest prawda. Zdaję sobie sprawę z tego jaka jestem. Ale czy ktoś próbuje mi pomóc? Tylko ty… a jedna osoba to za mało- po raz pierwszy od bardzo dawna pozwoliła sobie na wyjawienie przed kimś uczuć. Chciała wyrzucić z siebie to wszystko, co trzymała w środku przez kilka lat.
-Możemy przecież załatwić…- Angelika ponownie weszła w słowo Jose.
-Załatwicie, i co? To nic nie da… Oni nie potrafią mi pomóc… Dostają pieniądze za to. Nie robią tego bo chcą, tylko muszą… nie potrzebuję takiej pomocy. Potrzebuję szczerego serca, takiego które zrozumie. I będzie chciało pomóc… Przepraszam, naprawdę. Pójdę już- ostatni raz spojrzała na opiekunkę i wyszła z kuchni. Będąc w swoim pokoju położyła się na łóżku i pozwoliła sobie na cichy płacz. Znając swój masochizm sięgnęła po zdjęcie umieszczone między kartkami ulubionego zeszytu.
Rodzice. Oboje szczęśliwi i uśmiechnięci. Siedzący na kanapie i trzymający się za ręce. Na kolanach taty siedzi sześcioletnia, jeszcze zdrowa Jane. Pokazuje swoje niepełne uzębienie, 
a oczy wręcz śmieją się. Angelika w tym momencie otarła kolejne łzy które spłynęły po policzkach.
Obok mamy siedzi Nathaniel. Szesnastolatek z nieułożonymi, trochę przydługimi czarnymi włosami na głowie. Tego dnia wyjątkowo ubrany w białą koszulę, a pod szyją ma zawiązany krawat.
 Śmieje się patrząc na swoją młodszą o cztery lata siostrę. Na Angelikę. Dwunastolatka siedzi naburmuszona obok swojego taty. Dziewczynka ma na sobie sukienkę, białe rajstopy i czarne lakierki, a prawie czarne włosy zaplecione są w dwa warkocze. Jest obrażona. Ręce ma skrzyżowane, a wzrok jest wściekły. Angelika pamiętała ten dzień bardzo dobrze. Co roku pierwszego stycznia robili pamiątkowe zdjęcie. To zdjęcie było ostatnie. Rok później, pierwszego stycznie 2008 roku Jane była już chora. Akurat styczeń był jej gorszym miesiącem, i leżała wtedy w szpitalu. Trzydziestego listopada, jedenaście miesięcy później Jane zmarła. Jeden dzień przed urodzinami Angeliki.
-Angie, co się stało… czemu nie śpisz?- do pokoju weszła Jose. Jedną ręką przecierała oczy chcąc się rozbudzić.
-Wyjęłam zdjęcie. Przepraszam, że cię obudziłam- nastolatka przetarła zaczerwienione oczy, a fotografia z powrotem wylądowała w grubym zeszycie.
-Przestraszyłam się, że coś się stało…- kobieta westchnęła jeszcze raz przecierając ręką twarz.- Idź już spać- ziewnęła, a drzwi od pokoju Angeliki zamknęły się.

-Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie- zdyszana wpadła do klasy. Jamie Austin zerknął tylko na dziewczynę, i wrócił do prowadzenia lekcji, która trwała od prawie dziesięciu minut.
Angelika chciała jak najszybciej usiąść w ławce, ale po drodze potknęła się o plecak któregoś z uczniów, i jak długa runęła na podłogę. Wypuściła zeszyt z rąk, a z niego wysypały się kartki, i kilka zdjęć które były wepchnięte pomiędzy strony dziennika, które się jeszcze trzymał. W pośpiechu zaczęła wszystko zbierać 
z podłogi. Brakowało tylko jednego zdjęcia. Obróciła się za siebie będąc pewną, 
że na pewno leży gdzieś przy pierwszej ławce. Zmieszała się, gdy zauważyła jak nauczyciel podnosi to czego szukała i przez chwilę ogląda.
W całej klasie panowała cisza. Każdy wyczekiwał co będzie dalej. Czy Angelika zacznie się awanturować, a może po prostu wyrwie zdjęcie i usiądzie w ławce.
-To moje…- powiedziała niepewnie. Jamie Austin popatrzył na nią chwilę, 
po czym jego wzrok znowu powędrował na fotografię. Na nieszczęście Angeliki obrócił zdjęcie i zaczął czytać to co tam napisała.
Bez słowa oddał własność Angelice i udając  że nic się nie wydarzyło, wrócił do języka francuskiego.

Rozmowy nauczycieli na zebraniu rady pedagogicznej zeszły na Angelikę Jonse. W liceum do którego dziewczyna uczęszczała nie było nauczyciela, który nie wiedział kto to jest.
-Jest… bardzo wulgarna… Nie ma szacunku do nikogo, ani nie ma oporów żeby mówić co myśli- wypowiedział się Jamie Austin gdy został dopuszczony do głosy. Zgodzili się z nim prawie wszyscy nauczyciele. Oprócz Brigitte Abey- nauczycielki plastyki.
-Nie wiem czy dobrze pana zrozumiałam, panie Austin… ale uważa pan że to źle, skoro dziewczyna potrafi wyrazić swoje zdanie? Może ma być potulna jak baranek i robić wszystko co jej ludzie każą?- nauczyciel nie odpowiedział. 
Chwilę popatrzył na nauczycielkę i wzruszył ramionami.- Na moich lekcjach nigdy nie przeklina. Siedzi cicho, uważnie słucha i jest najlepszą uczennicą w klasie.
-Bo to plastyka- odezwała się wychowawczyni Angeliki. Pani Abey wzięła głęboki wdech nie chcąc wybuchnąć.
-Nie, nie dlatego. Na mojej  lekcji Angelika może wyrazić swoje uczucia. Ona wychowuje się bez rodziców. Jej ojciec nie żyje, a matka leży w psychiatryku. Angelika widziała się z nią ostatnio dwa lata temu.
-Przepraszam, jak ta dziewczyna na przedmiotach ścisłych może wyrażać swoje uczucia?
-Ona potrzebuje tylko zrozumienia. To wszystko czego ona potrzebuje- nauczycielka ucięła temat i wszyscy po kilku minutach zapomnieli 
o Angelice Jones.

Mając przed sobą otwarty słownik i podręcznik do francuskiego, siedziała nad kartka z ćwiczeniami próbując  zrobić chociaż jedno ćwiczenie. Na jej nieszczęście Pattie zachorowała, przez co Angelika nie mogła spisać dobrze wykonanych zadań. Gdy usłyszała jak ktoś odsuwa krzesło i dosiada się, kątem oka spojrzała na osobę po czym dosunęła się bardziej w stronę okna.
-Może pomóc ci?- obróciła głowę i zmierzyła wzrokiem nauczyciela. Pokręciła głową i stukając długopisem o ławkę dalej wpatrywała się w ćwiczenia.
-Jak chcesz… Ale jeśli potrzebowałabyś mojej pomocy, to mam konsultacje w poniedziałki, czwartki i piątki zaraz po twoich lekcjach.
-Nie potrzebuję niczyjej pomocy- odpowiedziała zła.- I co pan tak nagle zaczął się troszczyć?
-Staram się ciebie zrozumieć, Angie- powiedział szczerze.- Jakby co, to pamiętaj 
o konsultacjach- uśmiechnął się jeszcze do zdezorientowanej dziewczyny i wrócił na swoje miejsce.

Angelika niepewnie weszła do klasy. Natychmiast napotkała wzrok nauczyciela. Nieco skrępowana usiadła w ławce i czekała aż Jamie Austin podejdzie do niej.
-Dobra. Oni ćwiczą sobie do matury z francuskiego, więc mam czas dla ciebie- wskazał na uczniów piszących próbne testy, a sam przysiadł się do Angeliki.
-Myślałam, że chyba najlepiej to gramatykę poćwiczyć… ale to jak pan sądzi, 
bo w sumie… a nieważne- ucięła zdanie i na prośbę mężczyzny wyjęła książki.
Na prawie że indywidualnej lekcji z Jamiem zrobiła więcej niż na lekcjach 
od początku roku szkolnego.Pierwszy raz po szkole wracała zadowolona. 
Humor poprawił się dziewczynie jeszcze bardziej, gdy pod wieczór Jose pochwaliła ją za to, że w końcu zaczęła się starać.

*Romanista- nauczyciel francuskiego. Tak jak nauczyciel angielskiego- anglista, niemieckieg- germanista itp.


Końcówka coś nie bardzo mi się podoba, 
ale ogólnie rozdział tak :)
Dziękuję za tyle komentarzy, 
bo w porównaniu z poprzedni rozdziałem to aż o dwa więcej ! ;)
Starałam się dać w tym rozdziale więcej opisów, 
ale chyba mózg mi się sprał po przeczytaniu "Balladyny", "Dziadów" i "Zemsty", 
gdzie przecież opisów nie ma, i tylko ze sobą gadają ;_;
Ale żeby nie było, staram się z tymi opisami, staram :>
Tym razem następny pojawi się na 100% 
z rozdziałem na drink--my-soul.blogspot.com :)

Dziękuję :)